Najpierw było obserwowanie babci, która wierna była sprawdzonym przepisom i nie przepadała za urozmaiceniami. Z tego powodu z piekarnika wychodziły na zmianę czarny jak noc murzynek oraz szarlotka bez cynamonu, bo na jego zapach babcia także kręciła nosem.
Następnie przyszedł czas na pierwsze prawie samodzielne próby. Ja szykowałam potrzebne składniki i podawałam babci, ona wrzucała do thermomixa. Ja wlewałam ciasto do blachy, babcia wyrównywała i wrzucała do piekarnika. Jadłyśmy z całą rodziną. Czasem nawet robiłyśmy ciasto tak, żeby mogło piec się w czasie naszego oglądania Tańca z Gwiazdami. Wtedy podczas pierwszej przerwy można było przyjść do kuchni po kawałek jeszcze gorącego biszkopta i zjeść go podczas dalszego oglądania. Nie jest to nic wielkiego, ale takie miłe wspomnienia zostają na zawsze.
Jestem prawie pewna, że sama zaczęłam piec jakoś w szóstej klasie podstawówki. Zaczynałam od najprostszych przepisów. Jedne kończyły się zadowoleniem z własnej pracy, inne płaczem nad spalonymi albo niewyrośniętymi ciastopodobnymi szczątkami. W kuchni jak w życiu - czasem lepiej, czasem gorzej. Jednak muszę przyznać, że chyba żadne babeczki czy muffinki nie smakowały tak dobrze jak te upieczone o pierwszej w nocy, kiedy moim jedynym towarzyszem w kuchni był któryś z kotów.
Piszę o tym, ponieważ każdego bloga trzeba jakoś zacząć, a skoro w kuchni zaczynałam od słodkości, to tutaj też to zrobię.
Dzisiaj przychodzę do was z przepisem, który wpadł mi do głowy kilka dni temu. Od dłuższego czasu myślałam nad zrobieniem czegoś z tzw. aquafaby, czyli wody po ciecierzycy. Woda ta ubija się podobnie jak białka jajek (prawdopodobnie przez dużą zawartość protein, a przynajmniej tak wyczytałam w internecie). Tylko co zrobić z tej pianki? Bezy? Nie, za bardzo oklepane. To może jakiś mus? Ale taki sam, bez niczego wymyślnego, to trochę nudno... To może tarta? Tak, to może być dobre.
Jeżeli, tak jak ja, nie macie miksera - proponuję zarezerwować sobie trochę czasu na ręczne ubijanie aquafaby. Zajmuje to zdecydowanie więcej, niż w przypadku białek jajka, ale przynajmniej po takim treningu możecie sobie odpuścić jakiekolwiek ćwiczenia na resztę dnia.
Tartę podałam na spróbowanie rodzinie i przyjaciółce mojej mamy, która nie przepada za słodyczami. Wszyscy bardzo polubili. Połączenie smaków czekolady, pomarańczy oraz kokosa jednak robi swoje.
A teraz przejdźmy w końcu do przepisu. Inspiracja na czekoladowy mus pochodzi z tego bloga, więc gorąco polecam!
✿ Wegańska tarta z czekoladowym musem ✿
Składniki na spód:
1 opakowanie ciastek holenderskich bez czekolady
1 łyżka mleka roślinnego
50g gorzkiej wegańskiej czekolady*
50g nierafinowanego oleju kokosowego**
1 łyżka kakao
2 łyżki cukru trzcinowego
Składniki na mus:
150g gorzkiej wegańskiej czekolady
2-3 łyżki mleka roślinnego
2-3 łyżki mleka roślinnego
kilka kropel olejku pomarańczowego
woda z 1 puszki ciecierzycy (ok. 150g)***
50g cukru trzcinowego
szczypta soli
Spód:
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej razem z mlekiem roślinnym. Zmiksować dokładnie z resztą składników. Ciasto bardzo mocno uklepać w formie do tarty, pamiętając o zrobieniu ścianek na wysokość ok. 2-2,5cm. Wstawić do lodówki na pół godziny.
Mus:
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej z mlekiem roślinnym oraz olejkiem pomarańczowym. Przestudzić po rozpuszczeniu. W tym czasie wymieszać wodę z cieciorki z cukrem i szczyptą soli. Ubić na sztywną pianę. Ubitą aquafabę można teraz dodać do przestudzonej czekolady. Najpierw dodać dwie łyżki. Wymieszać bardzo delikatnie, żeby powietrze nie uciekło z pianki. Następnie dodać kolejne dwie lub trzy łyżki aquafaby i znowu delikatnie wymieszać. Teraz można dodać resztę pianki i ostrożnie połączyć z czekoladową masą. Tak przygotowany mus wylać na spód, kilkakrotnie postukać blachą, aby powierzchnia wyrównała się i wstawić do lodówki na przynajmniej 4 godziny, a najlepiej całą noc.
Uwagi:
*Nie polecam czekolady z Wedla. Bardzo dobra w smaku, ale nie wiem dlaczego nie chciała się ładnie rozpuścić.
**Olej rafinowany też się nada jednak wtedy ciasto nie będzie miało posmaku kokosa.
***Puszkę najlepiej wstawić na noc do lodówki. Schłodzona woda lepiej się ubija. Ważne jest, żeby nie była to ciecierzyca gotowana na parze - w takiej puszce prawie nie ma wody.


Brak komentarzy :
Prześlij komentarz